Spacerem przez Jełgawę

sobota, września 30, 2017


Jełgawa bardzo często wspominana jest w kontekście "po raz pierwszy na Łotwie". Na przykład tutaj po raz pierwszy wydano gazetę w języku łotewskim, odbył się pierwszy na Łotwie lot balonem, założono pierwszy uniwersytet na terenie Łotwy czy wybudowano pierwszy kościół luterański (w Europie). Miasto leżące 40 kilometrów od Rygi, kiedyś samo pełniło funkcje stolicy Księstwa Kurlandii i Semigalii.



Obecnie czwarte największe miasto Łotwy pod względem liczby ludności możemy przyrównać do ... Przemyśla. W obu mieszka około 62 tysięcy osób. I oba historycznie sięgają aż do X wieku. Ale nie będę w tym poście szukać dalszych podobieństw (choćby tego, że miały zamki i ważne funkcje obronne), zajmę się raczej tym, co warto zwiedzić w Jełgawie - bo, że warto zajrzeć tutaj w trakcie wyjazdu na Łotwę - tego jestem pewna! 

Sama nazwa: Jełgawa, wywodzi się z wymarłego już języka liwskiego, którzy zamieszkiwali te tereny już w średniowieczu. Do 1917 roku miasto nosiło jednak niemiecką nazwę: Mittawa. 

widok z wyspy Pasta w kierunku kładki i wieży kościoła Św. Trójcy

Kiedyś dumna stolica Księstwa Kurlandii i Semigalii - lennika Rzeczypospolitej, dziś przede wszystkim znaczący ośrodek akademicki, z Łotewskim Uniwersytetem Rolniczym na czele. 

Pałac w Jełgawie


I to właśnie jego piękna siedziba, na wyspie, w środku miasta - od której zaczynam spacer - przyciąga dziś głównie turystów do Jełgawy. Budowana była z rozmachem przez Ernesta Jana Birona, którego życiorys uwzględniał zarówno spektakularne wzloty, jak i upadki i z pewnością jest w nim materiał na scenariusz filmowy. To on podjął decyzję o wysadzeniu w powietrze znajdującego się w tym miejscu zamku - w ten sposób zrobił miejsce na największy pałac w barokowym stylu na terenie państw bałtyckich.


Główne wejście z dziedzińca do pałacu

Dzisiejszy pałac to w dużej mierze rekonstrukcja - niestety, dzieło włoskiego architekta Bartolomeo Rastrelliego z XVIII wieku przetrwało I wojnę światową, ale w trakcie drugiej zostało zniszczone prawie kompletnie, a wyposażenie rozkradziono. W trakcie mojej wrześniowej wizyty trwał akurat gruntowny remont fasad prowadzony przez Uniwersytet. Zdjęcie u góry przedstawia już stan po remoncie.

Przy uniwersytecie działa muzeum, które można zwiedzić od poniedziałku do piątku od 9 do 16.  To właściwie jedno, spore pomieszczenie, w którym udało się zgromadzić pamiątki i fotografie. Wśród nich można zobaczyć ... czaszkę, którą odnaleziono podczas remontu, wciśniętą między cegły, bez żadnych oznaczeń lub ... informacji, gdzie znajduje się pozostała część ciała. Na starych reprodukcjach można obejrzeć  jego wcześniejszy wygląd - oryginalnie pałac nie był czworobokiem, "domknięto go" dopiero w trakcie odbudowy po II WŚ. 

Uniwersyteckie krypty

Ciekawsza będzie jednak druga część muzeum: LLU czyli Łotewski Uniwersytet Rolniczy w Jełgawie to prawdopodobnie jedyna uczelnia na świecie, która w swojej siedzibie ma ... krypty - ale nie mam tu na myśli tylko podziemi, w ich kryptach naprawdę stoją sarkofagi książąt Kurlandii! 

Skąd się tu wzięły? Otóż pisałam Wam już wcześniej, że książę Biron wysadził stary zamek, by zrobić miejsce na nowy pałac. Tyle, że w obrębie zamku istniał kościół z piwnicą mieszczącą krypty, w których to od końca XVI wieku chowano wszystkich książąt Kurlandii... Powstało pytanie, co w zamian? Kilka lat sarkofagi spędziły nawet w szopie, by w końcu w 1743 zostać przeniesione pod południowe skrzydło pałacu. Czas nie obchodził się z nimi łaskawie, szczególnie zdemolowane - podobnie jak cały pałac - zostały przez bolszewików w trakcie I wojny światowej. 

W okresie międzywojennym powołując nową szkołę wyższą, zdecydowano o przeznaczeniu na jej siedzibę pałacu i tak ówczesna Akademia Rolnicza w Jełgawie wzbogaciła się o krypty. Gwoli ścisłości, podobnie jak pałacowe muzeum, tak i one są afiliowane przy niedalekim Muzeum w Rundale (tutaj również piękny pałac), które sprawuje nad nimi merytoryczną opiekę. Można je zwiedzać tylko w sezonie letnim, od maja do października. Przed wejściem do środka moja przewodniczka karze mi ubrać kurtkę - rzeczywiście, w środku jest naprawdę chłodno. 


Ekspozycja w kryptach książąt Kurlandii - widać oryginalnie zachowane części tkanin (nowe są gładkie)

Obok wielu pięknie odrestaurowanych sarkofagów (w 21 metalowych sarkofagach i 9 drewnianych trumnach spoczywają tu wszyscy książęta Kurlandii oprócz ostatniego, Piotra Birona, który zmarł na wygnaniu), obejrzeć można np. stroje, równie pieczołowicie odtworzone, czasami nawet ze skrawków tkanin. 

Po wyjściu z krypt od razu robi się cieplej ;-) Spaceruję wokół uczelni, przechodzę nawet mostem na drugi brzeg Lielupe, by spojrzeć na pałac - widok jest piękny, ale popołudniowe słońce tworzy za duży kontrast, by wyszły dobre zdjęcia. Wracam z powrotem i przechodzę brukowaną alejką. Niektóre kamienie mają wyryty skrót nazwy uczelni - LLU i rzymską datę. Jak wytłumaczą  mi później pracownicy Działu Komunikacji LLU, to taka tradycja - od jakiegoś czasu, w dniu inauguracji nowego roku akademickiego wyciąga się jeden kamień z alejki, by go oznaczyć. Szczególnie absolwenci robią im często pamiątkowe zdjęcia. Podoba mi się ta tradycja.


Pamiątkowy kamień z kolejnym rocznikiem rozpoczynającym studia na LLU

Wokół pałacu rozciąga się dobrze utrzymany park. Wchodzę małym mostkiem na małą wyspę, która jest oznaczona jako "zamkowa" na pamiątkę stojącego tu kiedyś zamku. Teraz na małym podeście stoją tutaj dwie armaty i jest kilka ławek. W drodze powrotnej zauważam, że do mostku przypięto kilka kłódek - czy to studenckie miłości czy to wieczni studenci nie chcą się rozstać z uczelnią? ;-) 

Parkowe otoczenie pałacu i widok na malutką wyspę zamkową



Przechodzę na drugą stronę ulicy Liela, za nią będzie też druga wyspa - Pasta. To ona jest swoistym  centrum festiwalowym i wypoczynkowym Jełgawy.


Pawilon herbaciany z uroczą kawiarenką (polecam matcha latte) i cypelkiem 
Widok na cypelek z kładki 

Zaraz na początku wyspy znajdują się kłódkowe drzewka! Zamiast przyczepiać kłódki na moście, ryzykując ich zdjęcie przez służby sprzątające, można umieścić je właśnie tutaj!


Drzewka kłódkowej miłości 

Przy lewym brzegu utworzono plażę i miejsca wypoczynkowe. Jest zieleń, kwiaty, ławki i elementy dekoracyjne, jak nowoczesne rzeźby.




Każdy skrawek zieleni na tej wyspie jest bardzo zadbany 

Po chwili spaceru dochodzę do tej części wyspy, w której odbywają się dwa najsłynniejsze jełgawskie festiwale: festiwal rzeźby lodowej i festiwal rzeźb z piasku. Niestety trafiłam na tydzień w którym ekspozycja jest zamknięta, udaje mi się tylko rzucić okiem (i aparatem) przez szpary w parkanie okalającym plac wystawowy. To, co widzę jest imponujące. Rzeźby mają nawet po kilka metrów i bardzo szczegółowe wykończenie. Na tablicy obok czytam, że do ich wykonania użyto tylko piasku i wody. Prace są wykonane przez międzynarodowych artystów, wśród powiewających flag nie ma niestety polskiej.


Prace w ramach festiwalu rzeźb z piasku

Czas wrócić na stały ląd! Tym bardziej, że doszłam już do kolejnej rzeczy, którą szczyci się Jełgawa: pieszej i rowerowej kładki łączącej wyspę z centrum miasta. jej kształt kojarzy się ze spiralą, co dodatkowo podkreśla jej nawierzchnia. 





Kładka jest jedną z najdłuższych na Łotwie i na pewno jedną z najbardziej oryginalnych. 




Po drugiej stronie brzegiem rzeki ciągnie się promenada, a przy niej kilka 3-metrowych wodospadów. 

Promenada nad Driksą - odnogą Lielupe

Zaraz przy zejściu z kładki natykam się na oryginalną fontannę, zatytułowaną "Jełgawski student". Woda kapie biednemu studentowi z dziurawego parasola na książki trzymane pod pachą. Jej twórca zainspirował się piosenką o studenci wędrującym deszczowym wieczorem przez miasto. Mówią mi później, że trzonek parasolki ma magiczne właściwości: wystarczy pocierając go pomyśleć życzenie, a na pewno się spełni.


Jełgawski student

Idę promenadą z powrotem do ulicy Liela i przechodzę znowu na drugą stronę - chcę zobaczyć łąki zalewowe na wyspie, a przy odrobinie szczęścia - dzikie konie. Na wyspie na stałe mieszka 40 sztuk, pomagają w utrzymaniu specyficznego ekosystemu łąk. Cała wyspa jest rezerwatem.




Konie akurat nie podchodziły do brzegu, ale szło się bardzo przyjemnie. Momentami miałam wrażenie, że wcale nie jestem w mieście. Zawracam i udaję do centrum miasta, a konkretnie na plac Jānisa Čakste - pierwszego prezydenta niepodległej Łotwy, wywodzącego się właśnie z Jełgawy.


Pomnik Jānisa Čakste

Tuż przy placu znajduje się samotna wieża, pozostałość kościoła Św. Trójcy, pierwszego murowanego kościoła luterańskiego w Europie, z 1574 roku. Dziś ma kilka funkcji: na parterze mieści się informacja turystyczna, na kolejnych piętrach muzeum historii miasta i regionu, francuska restauracja, a przez przeszklony dach można zobaczyć panoramę miasta z każdej strony. 

III piętro i fragment wystawy o prezydentach

Kupuję bilet do muzeum, głównie dlatego, że chcę zobaczyć panoramę roztaczającą się z dziewiątego piętra (choć można ją też zobaczyć  kupując osobny bilet).  Samo muzeum jest zorganizowane na bardzo wysokim poziomie - pełne interaktywnych instalacji i ciekawie podanych treści. Do zwiedzania mamy łącznie trzy poziomy: na trzecim piętrze znajduje się ekspozycja poświęcona pierwszym czterem prezydentom Łotwy, wywodzącym się z tego regionu: Zemgale, na czwartym ogólna historia miasta i samego kościoła św. Trójcy, a na piątym: regionalny folklor. 


Panorama miasta z przeszklonego IX piętra

Kończąc zwiedzanie, wychodzę na zewnątrz drugim wejściem, na tyły budynku. Na małym dziedzińcu podnoszę głowę do góry i wtedy mogę sobie lepiej wyobrazić, jak ten kościół kiedyś wyglądał. Na ścianach pozostawiono miejsca łączeń murów. 


Wieża - jedyna pozostałość po kościele Św. Trójcy

Po wyjściu z wieży idę ulicą Akademicką w stronę pierwszej wyższej uczelni założonej na Łotwie. To Akademia Petrina (Jełgawskie Gimnazjum) z 1775 roku, założona przez ostatniego z książąt Kurlandii i Semigali, syna przywoływanego już tutaj Ernesta. Uczył się tutaj m.in. nasz drugi prezydent, Stanisław Wojciechowski. Zniszczona w czasie wojny, pięknie odbudowana, obecnie mieści się tutaj muzeum historii i sztuki. I jest armata przed wejściem ;-) 


Akademia Petrina 

Niedaleko znajduje się bardzo ładny i bardzo niebieski kościół prawosławny, a konkretnie Sobór Świętych Symeona i Anny z 1892 r. W trakcie obu wojen ucierpiał, ale najgorsze i tak przyszło po nich:  w czasach ZSRR służył jako magazyn środków chemicznych i kilkukrotnie groziła mu rozbiórka. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych został zwrócony wiernym... 


                                Sobór Świętych Symeona i Anny 

I zupełnie niedaleko trafiam na neogotycką Katedrę Najświętszej Maryi Panny. Wybudowana została w 1906 r., na miejscu kościoła z XVII w., który rozebrano ze względu na zły stan techniczny. Podobnie jak większość Jełgawy, ucierpiał w czasie wojen światowych. Decyzją Jana Pawła II w 1995 r. powstała diecezja jelgawska, a wcześniejszy kościół stał się katedrą. 


Katedra Najświętszej Maryi Panny

Idę dalej ulicą Raina przy której mieści się katedra. Niedaleko jest mały park o tej samej nazwie. Fascynuje mnie,  jak dobrze utrzymana jest zieleń w tym mieście. Trawa przystrzyżona, wokół drzew posprzątane liście i wygrabiona ziemia, kwietniki pełne roślin - miejscy ogrodnicy nie próżnują! Za parkiem skręcam w Mātera iela (iela = ulica). Według googla znajdę tutaj kawiarnię, a ja już bardzo potrzebuję kawy ;-) Jest! W środku całkiem przyjemnie. 


Konditorejas studija Tarte poleca się na niezobowiązującą kawę

Chwilę później wywołuję małą konsternację u pani za ladą pytaniem o coś nawiązującego do typowych słodkości. Po krótkiej dyskusji decydujemy, że deser na bazie twarożku będzie odpowiedni - Łotysze kochają nabiał, a biały ser szczególnie.

Mam jeszcze trochę czasu, postanawiam udać się trochę dalej od rzeki, w kierunku najstarszej części miasta.

Po 15-minutowym spacerze jestem już w pobliżu kościoła luterańskiego św. Anny - najstarszym  (nie liczymy wieży kościoła św. Trójcy) budynku Jełgawy, wybudowanym w latach 1638-1641. Niedaleko kościoła rośnie dąb posadzony w 400 rocznicę urodzin Marcina Luthra (1883). 


Kościół św. Anny

Po kilku minutach docieram do ulicy Vecpilsētas. To tu mieści się stare miasto Jełgawy - okolica, która ocalała z wojennej pożogi, którą już wspominałam przy okazji większości wymienionych miejsc. Prawie cała Jełgawa - aż 90% - została zniszczona w trakcie II WŚ, a przetrwały ... domy z drewna, które są dziś główną atrakcją specjalnie urządzonej strefy wokół ulic Vecpilsētas i Jāņa Asara.

Dzielnica starego miasta

Niektóre z domów są odrestaurowane, z nową farbą na deskach i blaszanymi dachami. Inne jeszcze czekają na lepsze czasy, lub są tak pozostawione specjalnie. Szerokie ulice mają zachowany podobno oryginalny bruk. Gdzieniegdzie postawiono tablice informacyjne, a w jednym z domów mieści się "Pie mednieka" ("U myśliwego"): knajpka z kuchnią łotewską, co skwapliwie udałam się przetestować.


Solianka z Pie mednieka 

Wczesnym popołudniem  lokal świecił pustkami, ale udało mi się zjeść prawdopodobnie najlepszą soliankę, jaką miałam okazję próbować do tej pory! Placki ziemniaczane również niczego sobie.


Dzielnica starego miasta 

Wracam na główną ulicę (Liela), to już koniec spaceru. Przechodzę jeszcze na drugą stronę, w kierunku zielonego skweru. Na nim dumnie stoi nieco kwadratowy łoś. To nawiązanie do herbu miasta, w którym jest ten zwierz praktycznie od początku. Na przestrzeni wieków istniały drobne spory czy na średniowiecznych malunkach można rozróżnić bardziej łosia czy może jest to jednak jeleń? W 2002 roku ucięto wszelkie spory - decyzją Państwowego Komitetu Heraldycznego herb Jełgawy to łoś na czerwonym tle. Tymczasem chwilę jeszcze obserwuję dzieciaki usiłujące się wspiąć na kanciastego jegomości... 


Jelgavas Alnis czyli łoś jełgawski ;-)

Zobacz także

6 komentarze

  1. Jełgawa prezentuje się bardzo ciekawie! Pomysł stworzenia kłódkowych drzewek jest naprawdę świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spędziłam na Łotwie prawie dwa tygodnie, ale większość czasu na szkoleniu, więc poza Rygą niewiele zwiedziłam. A szkoda, bo opisana przez Ciebie Jeglava wyglada na miejsce warte odwiedzenia! Może następnym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łotwa chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie, a szczególnie festiwal rzeźb lodowych, o którym wspominałaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. chociaż na Łotwie byłem 2 razy (3 - jeśli liczyć szybki tranzyt do Rosji), to jeszcze nie odwiedziłem Jełgawy. W ogóle te republiki nadbałtyckie są fajne, ale mnie jakoś średnio po drodze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż wstyd się przyznać, że o Jełgawie nigdy wcześniej nie słyszałam, a szkoda, bo wygląda na sympatyczne miasto :) szczególnie podobają mi się tereny zalewowe i drewniane domki!

    OdpowiedzUsuń

(*)

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa - przed skopiowaniem musisz zapytać o zgodę (+ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Należę do

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Top Blogi

Popularne posty