Park Wód Mineralnych w Bordżomi (Gruzja)

niedziela, października 26, 2014

Podobno lekko słoną wodą mineralną Borżomi zachwycał się Churchill, a jej butelka była pierwszą rzeczą, o którą poprosił Gagarin po swoim słynnym locie w kosmos. Główny towar eksportowy Gruzji w czasach sowieckich, współcześnie również nie traci na popularności. W Bordżomi - mieście, które dosłownie wyrosło wokół źródła - można spróbować tej wody z historycznego już ujęcia w parku zdrojowym. Jak smakuje? No cóż, podobno, jeśli nie smakuje za pierwszym razem, z każdym kolejnym będzie smakować coraz bardziej.  Ale nawet jeśli nie zostaniemy wielbicielami borżomianki, warto udać się do parku na sympatyczny spacer - zwłaszcza, jeśli dojdziemy do części poza ruchliwym deptakiem.



Zanim jednak wejdziemy do parku, można spojrzeć na niego z góry: po prawej stronie od wejścia znajduje się początkowa stacja kolejki na wzgórze, z którego roztacza się piękna panorama. Za 2 lari tam i z powrotem,  czynna w sezonie.


       



Na górze znajduje się mała restauracja i - również mniejszy rozmiarowo - diabelski młyn zwany "Okiem Bordżomi". Czasy swojej technicznej świetności, podobnie jak kolejka, ma już za sobą, więc postanowiliśmy sobie darować przejażdżkę. Zamówienie lemoniady na pewno nie było gorszym wyborem, szczególnie, że estragonowej wcześniej nie piłam.

Gruzińskie lemoniady - dobre!
Źródła mineralne w Bordżomi, choć datowane na dobre tysiąc lat według pozostałości archeologicznych w tym miejscu, zostały odkryte dla współczesnego świata przez carskich żołnierzy w  XIX wieku. Najpopularniejsze ujęcie w parku: "Źródło Katarzyny" zostało tak nazwane na cześć córki generała, którą zmartwiony jej chorobą ojciec przywiózł około 1840 do uzdrowiska na leczenie. Podobno właśnie właściwością tutejszych wód i specyficznemu mikroklimatowi zawdzięczała swoje ozdrowienie.


Źródło Katarzyny
Pod szklaną kopułą można samodzielnie nabrać borżomianki do spróbowania. Jest lekko ciepła i podobno właśnie ta temperatura pozwala w pełni docenić jej właściwości smakowe. Już przy wejściu stoją sprzedawcy butelek wszelkiej wielkości - można zabrać wodę na wynos, za darmo.

Sam park jest połączeniem parku zdrojowego z parkiem rozrywki. Szczególnie lubiany przez rodziny z dziećmi, dla których przygotowano szereg atrakcji: od kolejek, gokartów przez trampoliny i na dmuchanych zabawkach kończąc. Całość niestety bardziej w jarmarcznym guście niż  o ekologicznej tematyce - co podkreślano w każdej broszurze i na stronach internetowych.

Mniej więcej w połowie deptaku w malowniczym otoczeniu wodospadów znajduje się pomnik mitycznego Jazona, który właśnie tutaj, do Gruzji i mniej więcej w tą okolicę, wybrał się po legendarne złote runo. Fontanna przed Jazonem podczas naszych odwiedzin nie działała.



Przy końcu deptaku znajdują się obiekty sportowe: korty, stoły tenisowe 




A gdy skończy się deptak, zaczyna się bardzo przyjemna ścieżka w las. Prowadzi do kolejnych gorących źródeł, ale w których można się kąpać.  Od początku parku do tych źródeł jest jakieś 3 km.




Ścieżka, szczególnie na początku, jest dobrze utrzymana, nie brakuje miejsc na postój. Można zaplanować jakiś piknik ;) Zauważyliśmy również miejsce na ognisko.




Im bliżej źródeł, tym jakość ścieżki się obniża, co najlepiej widać na mostach przez rzekę. Przy końcu na drugą stronę przechodzimy po takim, który chyba każdy szczebelek miał w inną stronę, a za poręcz służyła metalowa linka:




Mam teorię, że to dlatego, by po samych gorących źródłach za dużo się nie spodziewać. To po prostu dwa ocembrowane baseny, których raczej nikt za bardzo nie czyści. Woda w nich nie jest gorąca, a letnia. Sama polana ma swój urok, dodatkowo można tutaj rozbić namiot. 




Mniejszy basen był pusty, a woda do większego była doprowadzana rurą z pobliskiego, zabezpieczonego, źródła. 



Dotarliśmy tutaj późnym popołudniem, więc amatorzy kąpieli zdążyli już w większości opuścić polanę, ale to raczej popularne miejsce. Jeszcze rzut oka na mostek i wracamy tą samą drogą.



Czasy największej świetności Bordżomi jako uzdrowiska przypadają na okres Związku Radzieckiego - widać to zwłaszcza po wielkich hotelach na obrzeżach miasta, które obecnie stoją opustoszałe i niszczeją. Jednak sam park otoczony jest troską: sprzątany, pilnowany i odnawiany. I  lubiany: mimo późnej pory, mało która ławka była wolna ;-)




***
Jak się tam dostać? (lipiec 2014)
  • Podobno z Kutaisi można rano szukać z dworca autobusowego bezpośredniej marszrutki do Bordżomi. Później - w naszym przypadku około 12 -  trzeba jechać marszrutką do Tbilisi z przesiadką w Chaszuri (wysiada się obok stacji paliw): z tej dużej wsi marszrutki do Bordżomi dość często kursują z lokalnego dworca, bilety sprzedawane są w budce, do której na pewno skieruje Was kierowca (bilet chyba 2 lari).



Zobacz także

4 komentarze

  1. ciekawie opisane i ładne zdjęcia, aż chętnie zobaczyłabym też to Bordżomi, choć jakoś tam mnie nie ciągnęło
    i ten opis umacnia moją wizję Gruzji - Państwa Miast Kolejek ;) ... a te które przeżyły swoją śmierć techniczną są najlepsze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. just blogwalking.. Nice post and have a nice day :)

    OdpowiedzUsuń

(*)

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa - przed skopiowaniem musisz zapytać o zgodę (+ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Należę do

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Top Blogi

Popularne posty