Forth Bridge - wycieczka nad szkocki most z listy UNESCO

piątek, maja 26, 2017


Kiedy znudzą się Wam już arcyciekawe Edynburskie zabytki i muzea, czas zrobić krótki wypad za miasto. A najlepiej odwiedzić jeden z najmłodszych pod względem stażu na liście, szkockich nabytków UNESCO. Mowa o moście kolejowym Forth Bridge, który w momencie swojego powstania - blisko 130 lat temu okrzyknięty został cudem myśli technicznej i niezmiennie zachwyca do dziś.

To jeden z najpiękniejszych mostów, jaki do tej pory widziałam. Majestatyczna konstrukcja wznosi się kilkanaście kilometrów za Edynburgiem, nad Firth of Forth - ujściem (a pod względem geologicznym: fiordem) kilku szkockich rzek, wśród nich tej o nazwie Forth. 

      [ Trochę o nazwie i historii ] 

Nad ujściem są jeszcze dwa mosty drogowe Forth Road Bridge i  -  najnowszy, który zostanie otwarty latem 2017 r. - Queensferry Crossing. W nawiązaniu do tego pierwszego, o bardzo podobnej nazwie, Forth Bridge (FB) nazywany jest czasem Forth Rail Bridge, a jeśli pod uwagę weźmiemy położenie geograficzne to spotkamy jeszcze nazwę: Forth of Firth Bridge. Żadna z tych nazw nie jest oficjalną.  




Most ma jeszcze jeden przydomek: "The Eiffel Tower of Bridges". Nawet czas powstania się zgadza, słynną paryską wieżę ukończono rok wcześniej przed nie mniej znanym FB. O ile jednak Wieża Eiffla była swego rodzaju manifestacją możliwości inżynierskich, tak Forth Bridge był odpowiedzią inżynierii na realne potrzeby. Do momentu jego powstania w tym miejscu istniała przeprawa promowa - w miejscowości Queensferry, 

Już od początku XIX wieku zastanawiano się nad lepszym rozwiązaniem, rozważano nawet podwodny tunel. Trudność tkwiła oczywiście w szerokości ujścia. Na początek, w 1850 roku pojawił się specjalny prom kolejowy zaprojektowany przez sir Thomasa Boucha. Idąc za ciosem, poproszono Boucha również o zaprojektowanie mostu. W tym momencie pracował on już nad mostem kolejowym przez Firth of Tay.  Tay Bridge - jednotorowy most kratownicowy - otwarto w 1878, ale już w 1879 roku doszło do spektakularnej katastrofy, która pociągnęła za sobą śmierć wszystkich pasażerów pociągu - most zawalił się wskutek bardzo silnego wiatru.  Projekt sir Boucha został porzucony, a wszelkie prace zamrożone.

Powrócono do nich w 1881 roku, a nowi projektanci to: Sir John Fowler i Sir Benjamin Baker. Zaproponowali oni całkiem nowe podejście: most wspornikowy.  Nie jestem inżynierem, ale z tego co zrozumiałam ;-)  generalna idea polegała na tym, że wymyślono sposób, by mieć większe odstępy pomiędzy przęsłami, Na całą długość mostu potrzebowano ich tylko trzy - porównując, mosty starszego typu musiałyby ich mieć w tym miejscu siedem albo i więcej. Tym samym, w chwili otwarcia Forth Bridge był mostem o najdłuższych (541 m) przęsłach na świecie! Ten rekord utrzymał aż przez 27 lat.




Fundamenty stanowią trzy wypełnione betonem i osadzone na dnie rzeki olbrzymie kasetony. Podczas budowy mostu zużyto 55 tysiące ton stali i około 6,5 milionów nitów.

W 2015 roku w hołdzie myśli inżynierskiej tamtego okresu, Forth Bridge został wpisany na listę UNESCO. 

Wycieczka z Edynburga do Forth Bridge zajmie nam 3-4 godziny, już z przerwą na kawę, poczekaniem, aż przez most będzie przejeżdżał pociąg, a pod nim przepływał statek i zrobieniem zdjęć pod każdym możliwym kątem.


      [  Jak się tam dostać? ]


O ile nie dysponujemy samochodem, najwygodniej dotrzeć do mostu koleją. Ma to jeszcze ten plus, że możemy po prostu przez niego przejechać, czyli skorzystać z niego zgodnie z jego przeznaczeniem, tak jak ponad 100 lat temu - no, może tylko pociąg trochę inny ;-)

W tym celu udaliśmy się na główny dworzec kolejowy w Edynburgu -  Waverley. Aby zobaczyć most można stąd jechać albo do North Queensferry (pierwsza stacja za mostem) albo do  Dalmeny (stacja przed). Jak napisałam wyżej, celem było pokonanie mostu, więc u bardzo uprzejmego Pana w okienku wymieniliśmy około 11 funtów na 2 bilety powrotne do tej pierwszej miejscowości.

Wcześniej próbowaliśmy dokonać transakcji w biletomacie i tutaj dygresja:

... mają tam dość oryginale rozwiązanie, polegające na tym, że automat sprzedaje bilety uzależnione od czasu ich zakupu: droższe w godzinach szczytu i tańsze po za nim. My przyszliśmy na stację jeszcze w godzinach szczytu, ale wybrany pociąg odjeżdżał dosłownie kilka minut po szczycie, więc już w tańszej wersji biletowej. I tutaj nie mogliśmy sobie poradzić z biletomatem, który dyktując się czasem zakupu nijak nie chciał nam sprzedać tańszych biletów. 

Straciliśmy trochę czasu, by w końcu przy pomocy obsługi zorientować się, że jeśli chcemy taniej, należy skapitulować zanim pociąg nam ucieknie i udać się do tej pokaźnej kolejki do okienka. Do odjazdu zostało raptem 10 minut, odstaliśmy równo 5, o dziwo kolejka topniała bardzo szybko. Pytanie: "czy zdążymy" mieliśmy pewnie wypisane na twarzach, bo z cudownie szkockim akcentem Pan z Okienka oznajmił nam, że 5 minut to bardzo dużo czasu, by złapać pociąg ;-) miał rację, peron był prawie na wprost okienka.


Podczas przejazdu przez most, warto patrzeć na dół - można zobaczyć malutką wysepkę Inchgarvie i pozostałości jej fortyfikacji z czasów wojny. Warto tutaj zauważyć, że sam most obie wojny przetrwał bez żadnego uszczerbku.


  [   Którędy na most?   ] 

Po wyjściu ze stacji poszliśmy w kierunku portowej latarni morskiej. W pobliżu Baterry Road, nad małą zatoką i jeszcze mniejszą, kamienistą plażą, pełną małych muszelek, można zobaczyć most w całej okazałości. 







Postanowiliśmy jeszcze zobaczyć most z drugiej strony. Wracając tą samą drogą - zgodnie z mottem turystyki kawiarnianej, że wszystko lepiej podziwiać z filiżanką kawy - zatrzymaliśmy się na kawę i szybkiego sconsa w jednej z knajpek na Main Street. Gratis dodawali jeszcze tutaj widok na most ;-)



         


Tuż za skrzyżowaniem Main Street z Ferryhill Road skręciliśmy w prawo, w małą ścieżkę (część dobrze oznakowanej Fife Coastal Path),  która miała nas doprowadzić nad klif i rezerwat
Carlingnose Point. Po kilkuminutowym spacerze, most ukazał się ponownie w całej okazałości:






Jeszcze kilka minut dalej odkryliśmy bardzo wygodny punkt widokowy:




Opuszczając to urokliwe miejsce, wyszliśmy na początek ścieżki, gdzie była dostępna nawet tablica informacyjna. Powrót do stacji to już kilka minut przez dobrze utrzymane osiedle domków bez wysokich ogrodzeń.





 


Na stacji kolejowej można jeszcze obejrzeć izbę pamięci, poświęconą Forth Bridge. Wśród eksponatów jest m.in. puszka farby, jaką używano do jego malowania.  A o malowaniu tego mostu mówiło się powszechnie, że jest to "never ending story" - żartowano, że gdy ukończono malowanie z jednej strony, z drugiej już należało je rozpoczynać. Baa,  funkcjonuje nawet takie powiedzenie:

be like painting the Forth Bridge (1)

To be such an involved or time-consuming improvement process that it never truly ends. The phrase refers to Edinburgh's Forth Bridge, which once required constant upkeep. 





Wygląda na to, że powiedzenie straciło na aktualności, bo od grudnia 2011 roku most jest w całości pokryty nową, specjalną farbą. Dzięki niej nie będzie wymagał malowania przez około 20 lat! 



 


Forth Bridge zachwycił mnie elegancką konstrukcją - każdy użyty element ma swoje praktyczne przeznaczenie, ale razem tworzą wyjątkowe dzieło. A jaki most Wam zapadł w pamięć? Chętnie przeczytam :)



Bibliografia:
(1) Farlex Dictionary of Idioms. (2015). Retrieved May 26 2017 



Zobacz także

5 komentarze

  1. Ten most wygląda genialnie. Szkoda, że nie dotarliśmy do niego będąc w Szkocji:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia i bardzo fajny tekst. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. o mamo, co za most! ja tam chcę! odnotowuję sobie i mknę tam, gdy będe w Szkocji! a Szkocja za mną chodzi... roadtrip tam! zasnute mgłą wzgórza, zamki, tajemnicze jeziora! i jeszcze ten most z Harry'ego pottera!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podróżując po Ameryce Południowej miałem okazje zobaczyć "Puente de las Américas" czyli Most łączący obie Ameryki ale stwierdzam że ten Szkocki robi dużo większe wrażenie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, wygląda super! Kolejne miejsce warte odwiedzenia w tej okolicy. Swego czasu planowałam wypad, by zobaczyć Kelpies, słynne końskie głowy i zastanawiałam się czy lecieć w tym celu do Glasgow czy do Edynburga (ponieważ Kelpies są w połowie drogi między tymi miastami). Teraz już wiem, że to będzie Edynburg :)

    OdpowiedzUsuń

(*)

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa - przed skopiowaniem musisz zapytać o zgodę (+ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Należę do

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Top Blogi

Popularne posty