Na grzybobraniu. Tarta z grzybami leśnymi, boczkiem i parmezanem.

poniedziałek, października 16, 2017



Uwielbiam grzybobranie. Zawsze lubiłam. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że żadna gra komputerowa nie daje takiej satysfakcji jak własnoręcznie znaleziony dorodny podgrzybek lub wypatrzony z oddali kozak. No, a borowik? Albo grzyb-gigant? Toż to +100 punktów do koszyka. Kolejne punkty łapie się już w kuchni, przy przerabianiu skarbów na przykład na taką pyszną tartę. 


Część zbiorów 2017 

Dawniej chodziłam na grzyby przy okazji odwiedzin u Babci. Gospodarstwo, w Małopolsce, miało sporo pola i swoich lasów. Te ostatnie dzieliły się dla nas – dzieci – na trzy strefy. W zagajniku zaraz za bramą, obok starego sadu i ogródka warzywnego mogliśmy buszować bez obaw. Ponieważ były tam młode świerki, to były też zwykle jakieś maślaki, a na poboczu rosły najprawdziwsze pieczarki (i nie, nie były takie idealne w wyglądzie jak te pakowane w folię, które bierzemy z półki supermarketu). 

Również stary rów (pojęcia nie mam do tej pory skąd się tam wziął), po obu stronach obrośnięty brzozami, krzakami (ile tam było robionych przez nas „baz” i „laboratoriów”!) był do naszej dyspozycji i często na jego obrzeżach ukrywały się jadalne grzyby. Aby pójść trochę dalej czyli w dość młody las, nazywany przez nas „brzózki” – gwoli sprawiedliwości rzeczywiście najwięcej było tam brzozy – trzeba było już zameldować ten fakt dorosłym. Często chodziłam tam z Babcią. Babcia mimo swojego wieku i tego, że nie brała okularów w pole, zawsze potrafiła wypatrzyć najsprytniej ukrywające się podgrzybki. Ten dar odziedziczyła też moja Mama. I według M. mi też coś się dostało ;-)

Beżowy kamuflaż 

Natomiast  trzecia strefa, znajdująca się najdalej, za brzózkami i takim kwadratowym polem wyciętym (dawno temu) jakby w środku lasu, zwana „duklą” – była odwiedzana przez nas najrzadziej, a już na pewno nikt z nas dzieciaków nie miał się ochoty zapędzać tam sam. Las już z oddali wyglądał dość nieprzyjaźnie, był ciemny, gęsto zarośnięty i widywano w nim lisy, dziki, sarny. Osobiście długo wydawało mi się, że dukla nie ma końca. Że wchodzi się do tego lasu i można tak iść bez końca. Nie zmieniało to faktu, że ta część obfitowała w grzyby bardzo i czasami rodzina się po nie wyprawiała.  


Te grzyby oczywiście podziwiamy tylko z daleka!

Teraz – już w województwie lubelskim - na grzyby mam czas tylko w weekendy, a jako, że te rządzą się swoimi prawami: nie wstaję skoro świt. Bardziej niż na pełnym koszyku zależy mi na samym grzybobraniu – spacerze w różne strony po lesie. A na dodatek w „naszych” miejscach grzyby są o każdej porze, a na pewno w okolicach 9 rano, co udowodniliśmy sobie w tym roku już dwukrotnie. I ciągle mam nadzieję, że jeszcze zdążymy w tym sezonie trochę za grzybami pochodzić ;-) 




Niedaleko „naszego” lasu przebiega linia kolejowa i tutaj jest dodatkowa atrakcja w postaci „łapania” pociągów na zdjęciu, co interesuje M. prawdopodobnie o wiele bardziej niż same grzyby. Dźwięk, jaki wydaje nadciągający pociąg, niesie się sporo wcześniej po lesie, wdziera się w tą wczesną porę, jest odrobinę nierzeczywisty. Linia jest dość uczęszczana, bo biegnie do pobliskiej kopalni i nawet w niedzielę można "złapać" tak pociąg lub dwa. 




Największą niespodzianką tego sezonu był grzyb – gigant: największy jaki do tej pory znalazłam! Rósł sobie całkiem spokojnie obok całkiem uczęszczanej ścieżki, ale pod dość nachylającym się krzakiem i na dodatek między gałęziami – być może właśnie dlatego nikt przez długi czas go nie zauważał. 


  
Grzyb - gigant przed zerwaniem 


Ale ja moi Drodzy na grzybobranie zawsze zakładam moje gumiaki do kolan zakupione w dużym sklepie sportowym na dziale ze sprzętem do jazdy konnej – nie ma takiego miejsca w lesie, gdzie te gumiaki by mi nie pozwoliły wejść! Trochę miałam obawy, że tak duży grzyb będzie robaczywy, ale tutaj miłe zaskoczenie – czysto!


Tak wygląda szczęśliwy grzybiarz ze swoim trofeum 

Zaraz obok mojego giganta był jeszcze jeden – jak to Babcia mówiła: „Zawsze należy rozglądać się za braciszkami.” (..grzybów oczywiście). Kapelusz miał równie duży, ale rósł sobie już mocno oparty na  nóżce, wskutek czego była ona już nie do użycia – ale sam kapelusz czysty!

Tak owocny spacer po lesie musiał zostać jeszcze odpowiednio spożytkowany. Część po oczyszczeniu wylądowała w zamrażarce z przeznaczeniem na sos grzybowy (uwielbiam!) lub zupę (ale bardziej prawdopodobne, że po prostu będzie więcej sosu!). A grzyb gigant wraz z kilkoma borowikami znalazł się w najlepszym z możliwych połączeń: boczek, parmezan, natka pietruszki i czosnek. Czyli w tarcie.






Tarta z grzybami leśnymi, boczkiem i parmezanem


Składniki:

Ciasto:

  • 250 g mąki
  • 120 g zimnego masła
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka gęstej śmietany
  • szczypta soli  

Farsz:

  • 3-4 szklanki umytych, osuszonych i rozdrobnionych grzybów leśnych 
  • 1 średnia cebula, posiekana w kostkę
  • 2 ząbki czosnku, posiekane w kostkę
  • 1 łyżka masła 
  • 0,75 do 1 szklanki posiekanego na drobne kawałki boczku
  • 0,75 szklanki startego parmezanu
  • 3 jajka L
  • 0,75 szklanki śmietany 18% 
  • 0,25 szklanki siekanej natki pietruszki 
  • sól, świeżo mielony pieprz 


Wykonanie:

  1. Mąkę przesiać i posiekać z masłem (można też zetrzeć masło na dużych oczkach tarki). 
  2. Żółtka wymieszczać z pozostałymi składnikami, dodać do ciasta, szybko wyrobić ciasto. Zawinąć w folię i odstawić na pół godziny do lodówki. 
  3. Wyjąć i rozwałkować, podsypując odrobinę od spodu mąką, na wielkość formy od tarty. Wyłożyć formę, lekko dociskając, nakłuć ciasto widelcem – odłożyć na 10 minut do lodówki. 
  4. Podpiec przez około 10 min w temp. 170 C z termoobiegiem. 
  5. Przygotować farsz: na łyżce masła przesmażyć chwilę czosnek, dodać cebulę i zeszklić (1-2 min), a następnie dodać grzyby – smażyć przez 5 min. od czasu do czasu mieszając, aż  zmniejszą swoją objętość około połowy. Lekko przestudzić. 
  6. W wysokim naczyniu wymieszać rózgą jajka, śmietanę, przyprawy i część natki pietruszki. 
  7. Na podpieczonym spodzie tarty rozłożyć boczek, przesmażone grzyby. Posypać parmezanem. 
  8. Zalać całość masą jajeczną i wstawić do piekarnika. Piec około 40 min w temp. 170 C z termoobiegiem. 



A Wy na co najchętniej przerabiacie grzyby? ;-) 



Przepis do akcji: 
   
       

Zobacz także

2 komentarze

(*)

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa - przed skopiowaniem musisz zapytać o zgodę (+ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Należę do

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Top Blogi

Popularne posty