kuchnia szkocka
grzyby
Na grzybobraniu. Tarta z grzybami leśnymi, boczkiem i parmezanem.
poniedziałek, października 16, 2017
Uwielbiam grzybobranie. Zawsze lubiłam. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że żadna gra komputerowa nie daje takiej satysfakcji jak własnoręcznie znaleziony dorodny podgrzybek lub wypatrzony z oddali kozak. No, a borowik? Albo grzyb-gigant? Toż to +100 punktów do koszyka. Kolejne punkty łapie się już w kuchni, przy przerabianiu skarbów na przykład na taką pyszną tartę.
Ostrzegam: trochę trzeba się przy tej tarcie napracować, ale efekt przewyższa wszystkie poniesione koszta. Zresztą pracę można podzielić na dwa dni - rabarbar i ciasto kruche będą wymagały i tak kilku godzin „spoczynku”. Jeden z najbardziej klasycznych kremów do nadzienia – francuski crème pâtissière - również może chwilę poczekać w lodówce (dobrze przyłożyć wtedy na wierzch docięty kawałek folii spożywczej, by nie wytworzył się "skórka").
O czym przekonała nas kolejna edycja Pikniku Smakoszy? Przede wszystkim dowiodła, że brzydka pogoda to jeszcze nie powód by zostać w domu! Mimo deszczu, wiatru i generalnie burego nieba, nasze stoiska z jedzeniem w gościnnym Centrum Kultury - bo tam impreza się przeniosła z powodu tej niesprzyjającej aury - odwiedziło zdecydowanie więcej osób niż się spodziewałyśmy!
My czyli Lubelskie Blogi Kulinarne zaangażowane w akcję: Jedz i Smakuj, Sierotka maRysia w kuchni, Pasja Smaku, Kolorowo-Torcikowo, Ekscentryczy Parowar, Messy Beauty oraz Daj Gryza (i SM:)). Szczególny aplauz, oklaski i nadzieja na bisy dla: Magdy P. z Messy Beauty (głównej organizatorki) oraz chłopaków z Mostu Kultury - co prawda pogoda nam pokrzyżowała plany wystawienia tam Pikniku, ale liczy się chęć!
Co przygotowałam? Trochę sprawdzonych standardów (muffiny z białą czekoladą, ciasteczka z czekoladowymi groszkami), trochę wspomnień z wakacji (degustacja tureckich słodyczy, gruzińskie bakłażany z pastą orzechową - przepis wkrótce), trochę polskich jabłek (krojone z solonym sosem karmelowym z tego przepisu) i tradycyjną lemoniadę. Ale przede wszystkim upiekłam słynną chyba już w całej mojej rodzinie francuską tartę cytrynową. Na kruchym, maślanym cieście z delikatnym kremem i o wszędzie-się-unoszącym cytrynowym zapachu.
Bardzo polecam ten przepis!
My czyli Lubelskie Blogi Kulinarne zaangażowane w akcję: Jedz i Smakuj, Sierotka maRysia w kuchni, Pasja Smaku, Kolorowo-Torcikowo, Ekscentryczy Parowar, Messy Beauty oraz Daj Gryza (i SM:)). Szczególny aplauz, oklaski i nadzieja na bisy dla: Magdy P. z Messy Beauty (głównej organizatorki) oraz chłopaków z Mostu Kultury - co prawda pogoda nam pokrzyżowała plany wystawienia tam Pikniku, ale liczy się chęć!
Co przygotowałam? Trochę sprawdzonych standardów (muffiny z białą czekoladą, ciasteczka z czekoladowymi groszkami), trochę wspomnień z wakacji (degustacja tureckich słodyczy, gruzińskie bakłażany z pastą orzechową - przepis wkrótce), trochę polskich jabłek (krojone z solonym sosem karmelowym z tego przepisu) i tradycyjną lemoniadę. Ale przede wszystkim upiekłam słynną chyba już w całej mojej rodzinie francuską tartę cytrynową. Na kruchym, maślanym cieście z delikatnym kremem i o wszędzie-się-unoszącym cytrynowym zapachu.
Bardzo polecam ten przepis!

Tytuł cokolwiek buńczuczny, ale to naprawdę doskonały sposób na tartę. Dzięki niej stawiam tezę, że do śliwek pasuje bardziej marcepan niż czekolada (co do tej pory - m.in. za sprawą uwielbianych śliwek nałęczowskich w czekoladzie - byłoby dla mnie czystą herezją).
Słoneczne, wrześniowe popołudnie z tartą - tak powitaliśmy jesień. Oby tylko tych pięknych dni było więcej niż deszczu :) Ten przepis to raczej propozycja dla dorosłych: owoce są nasączone alkoholem, a warstwa z czekoladą nie jest słodka - amatorzy słodkich smaków mogą dosłodzić bitą śmietanę. Wyjaśniając tytuł posta i zarazem przepisu: gruszki są w tarcie utopione podwójnie. Najpierw zostają zatopione w alkoholu - tak by nabrały odrobinę wyrafinowanego charakteru. Następnie - topimy je w gęstej, aksamitnej czekoladzie, która zastyga na tyle, aby dać się ładnie pokroić, ale jednocześnie nadal ma konsystencję kremu. Ważne by wybrać do tego deseru gruszki twarde, o zwartym miąższu. Nie wiem, jakiej odmiany użyłam - na moim targu można było dziś kupić gruszki zielone (twarde) albo ceglasto - zółte (miękkie).
Składniki na ciasto:
300 g mąki
150 g masła
75 g cukru pudru
2 żółtka
Składniki nadzienia:
CZEKOLADA
300 g gorzkiej czekolady
100 ml śmietanki 30%
70 g masła
GRUSZKI
3 twarde gruszki
3 kieliszki brandy
łyżka cukru
pół szklanki przegotowanej, schłodzonej wody
Wykonanie:
Mąkę posiekać z masłem, dodać pozostałe składniki i szybko zagnieść. Schłodzić w lodówce przez 20 minut, rozwałkować, wylepić ciastem formę do tarty. Nakłuć widelcem, upiec na złoty kolor - około 20 minut w temperaturze 175 C z termoobiegiem. Ostudzić.
Gruszki obrać, przekroić wzdłuż, wykroić gniazda nasienne, ułożyć w garnku. Wymieszać alkohol z wodą i cukrem, zalać gruszki, podgrzewać do zawrzenia, zestawić z ognia, trzymać gruszki do ostygnięcia w syropie.
W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę, masło i śmietankę. Odstawić na 10 minut.
Ułożyć gruszki na kruchym spodzie. Zalać czekoladą. Wstawić do lodówki co najmniej na godzinę.
Podawać z bitą śmietaną.
| Słoneczne popołudnie w Milejowie :) |
Wpisując w google frazę "tarta cytrynowa" znajdziecie co najmniej 150 tysięcy odnośników. Jeszcze więcej: gdy wpiszecie to po angielsku. Ale jednym z moich ulubionych przepisów jest właśnie Key Lime Pie. Z nazwy bardziej ciasto niż tarta, ale nie o nazwę tu chodzi, a o smak - z cytrynową nutą, łamiącą słodycz masy ze skondensowanego mleka. Rodem z USA, jego popularność potwierdziły nawet władze stanowe: w 2006 roku zostało oficjalnym ciastem Florydy :) W oryginalnym przepisie należy użyć specjalnego rodzaju limonek, właśnie tych z rodzaju Key Lime: bardziej żółtych i okrągłych niż popularniejsza w Polsce odmiana zielonych limonek (zwanych perskimi). Ja zwykle mieszam limonki z sokiem z cytryny. Do spodu najlepiej użyć herbatników, o których wiecie, że są mało słodkie - trzeba też zachować właściwą proporcję pomiędzy pokruszeniem herbatników na coś, co przypomina bułkę tartą, a połamaniem ich na 6 części :)
Wykonanie:
Pokruszone herbatniki przełożyć do formy na tartę (najlepiej sprawdza się w tym przypadku szklana), wymieszać dokładnie z letnim, roztopionym masłem i cukrem pudrem. Delikatnie rozprowadzić na całości formy, pamiętając o uformowaniu również brzegów, ubić np. łyżką. Schłodzić 10 minut w lodówce, następnie piec kolejne 10 minut w temp. 170 stopni (z termoobiegiem). Ostudzić.
Do naczynia przełożyć żółtka, miksować aż staną się lekko żółte (ok. 2 minuty). Następnie na mniejszych obrotach wymieszać z żółtkami mleko skondensowane, skórkę z limonek i cytryn oraz ich sok (przez 3-4 minuty). Gotową masę wylać na podpieczony spód, piec około 15 minut w tej samej temperaturze.
Odstawić do ostygnięcia, a następnie zawinąć formę w plastikową folię i wstawić do lodówki na noc (6-8 godzin).
Ostatni etap to ubicie śmietany na sztywno, następnie domieszanie na wolniejszych obrotach miksera cukru i ekstraktu z wanilii. Rozsmarować na porcjach, jakie zamierzamy podać* lub przełożyć do szprycy i rysować na cieście dowolne dekoracje. Natychmiast serwować i ze spokojem wysłuchać okrzyków zachwytu :)
* Taką bitą śmietanę lepiej przechowywać osobno w lodówce i "aplikować" na ciasto dopiero przed bezpośrednim podaniem.
Składniki:
Spód:- 1,5 szklanki pokruszonych herbatników
- 1 łyżka cukru pudru
- 6 łyżek stopionego masła
- 1 puszka (450 ml) słodzonego mleka skondensowanego
- 4 żółtka (z jaj L)
- 1/2 szklanki soku świeżo wyciśniętego soku z limonek i cytryn
- 2 łyżki otartej skórki z limonek i cytryny
- 250 ml schłodzonej śmietany 30% (zwykle mały kartonik)
- pół łyżeczki eksrtaktu z wanilii
- 1 duża łyżka cukru pudru
Wykonanie:
Pokruszone herbatniki przełożyć do formy na tartę (najlepiej sprawdza się w tym przypadku szklana), wymieszać dokładnie z letnim, roztopionym masłem i cukrem pudrem. Delikatnie rozprowadzić na całości formy, pamiętając o uformowaniu również brzegów, ubić np. łyżką. Schłodzić 10 minut w lodówce, następnie piec kolejne 10 minut w temp. 170 stopni (z termoobiegiem). Ostudzić.Do naczynia przełożyć żółtka, miksować aż staną się lekko żółte (ok. 2 minuty). Następnie na mniejszych obrotach wymieszać z żółtkami mleko skondensowane, skórkę z limonek i cytryn oraz ich sok (przez 3-4 minuty). Gotową masę wylać na podpieczony spód, piec około 15 minut w tej samej temperaturze.
Odstawić do ostygnięcia, a następnie zawinąć formę w plastikową folię i wstawić do lodówki na noc (6-8 godzin).
Ostatni etap to ubicie śmietany na sztywno, następnie domieszanie na wolniejszych obrotach miksera cukru i ekstraktu z wanilii. Rozsmarować na porcjach, jakie zamierzamy podać* lub przełożyć do szprycy i rysować na cieście dowolne dekoracje. Natychmiast serwować i ze spokojem wysłuchać okrzyków zachwytu :)
* Taką bitą śmietanę lepiej przechowywać osobno w lodówce i "aplikować" na ciasto dopiero przed bezpośrednim podaniem.





