Szkocja od kuchni czyli 12 potraw, których warto spróbować w krainie kwadratowych kiełbasek!

niedziela, stycznia 28, 2018


Prawdopodobnie w żadnym innym miejscu nie zjadłam tylu fast foodów, co w Szkocji: ale też nigdzie wcześniej nie spotkałam pizzy smażonej na głębokim tłuszczu czy smażonych Marsów. Nie wiedziałam również, że owsiankę można zjeść na słono, pudełka po pizzy mogą już na starcie zawierać coś innego niż pizzę,  a do rosołu z powodzeniem można dodać pora. Kuchnia szkocka potrafi zaskoczyć!

Nie było to z góry zamierzone, ale 12 potraw, które poniżej opiszę, jest albo smażonych, albo słodkich, a już na pewno nie należy do kategorii zdrowej żywności. Jest to całkiem zgodne z obiegową opinią o Szkocji, jako o kraju, w którym jak nic można nabawić się wysokiego cholesterolu i rozwinąć chorobę wieńcową. 

Z menu w typowej smażalni ryb tzw. "chippy" - Merchant Chippie w Glasgow

Jest zarazem trochę krzywdzące, ponieważ kuchnia szkocka to też ryby (w tym słynne wędzone ryby z Abroath), jarmuż (ma on nawet swoją własną nazwę: curly kail), a świeży ser o nazwie "Crowdie" jest jej znany od niepamiętnych czasów. Nic to, następnym razem poszukam w Szkocji zdrowego jedzenia ;-)

A tymczasem: 



1. szkockie śniadanie (i kwadratowa kiełbaska)


Zaczniemy od tytułowej, kwadratowej kiełbaski, którą najczęściej można spotkać rano, jako element szkockiego śniadania. Co wchodzi w jego skład? U góry typowe śniadanie zamówione w baaardzo lokalnym miejscu w Glasgow - wybierało się tam śniadanie złożone z 5 lub 8 elementów, a można było wybierać z: kwadratowej kiełbaski, sadzonego jajka, boczku, kaszanki (black style pudding), ziemniaczanego sconsa (i dalej to, czego nie ma na talerzu), fasolki w sosie pomidorowym, długiej kiełbaski i grillowanego pomidora. Do tego przysługiwała bułeczka/tost i śniadaniowa kawa. Kwadratowa kiełbaska smakuje całkiem zwyczajnie.



2. scotch pie

  

Ciasto szkockie to małych rozmiarów "zamknięta", krucha tarteletka z mięsnym nadzieniem. Tradycyjnie wykorzystywano tu baraninę, obecnie spotkamy je z różnym rodzajem mięsa, a czasami nawet podrobów. Dawniej były chętnie kupowane od handlarzy ulicznych przez spieszących do pracy robotników.

Jedliśmy dwie wersje - jako danie obiadowe, z nieodłącznymi frytkami i groszkiem (częściej spotyka się podobno fasolkę w sosie pomidorowym) oraz zabraliśmy "gotowca" na wycieczkę - dobrze się sprawdził zamiast kanapki. 



3. haggis


Inaczej: szkockie danie narodowe, które przyrządza się z owczych podrobów. Coś jak kaszanka, tylko taka podniesiona do wyższej rangi (np. serwowana z powyższym boskim sosem z whisky..). Więcej nie będę tu pisać, bo niedługo po powrocie ze Szkocji popełniłam ten wpis: Haggis - jak smakuje legenda? - zainteresowanych odsyłam ;-) 



4. munchies box


... czyli weź wszystkie fast foody i wrzuć je do jednego pudełka. Oryginalny produkt szkocki, wynaleziony prawdopodobnie w Glasgow. W pudełku po pizzy lądują - w zależności od tego, co sprzedaje bar i jaka jest fantazja kucharza - smażony kurczak, krążki cebulowe, kalmary, kebab, frytki, chlebek naan, czosnkowa bułeczka, coleslaw i sosy. Czasami również kawałki pizzy. Porcję u góry kupiliśmy za 7 funtów w Edynburgu, jednocześnie domawiając rybę z frytkami - nie wiedzieliśmy wtedy, że samo munchies to porcja na jakieś 3 osoby..



5. mac and cheese

   

Czyli zapiekanka z makaronu i sera - modelowy przykład tzw. "comfort food": milion kalorii i natychmiastowe szczęście z każdym kęsem. Zwykle do sosu używa się sera o wyraźnym smaku np. cheddara.

To danie nie wywodzi się bezpośrednio ze Szkocji, ale znajduje się tu z dwóch powodów (oprócz tego, że zjedliśmy je tam trzy razy):  
1) jest jednym z najczęściej spotykanych w pubach, 
2) kilka lat temu oglądałam nałogowo MasterChefa, gdzie w jednym z odcinków Gordon Ramsay przyznał się, że jego ukochanym daniem z dzieciństwa jest właśnie mac&cheese. A, że Ramsay jest z urodzenia Szkotem, byłam od tego czasu do  nie tak dawnego momentu odkrycia na Wikipedii święcie przekonana, że to danie musi być szkocką potrawą narodową ;-) no cóż.. jest z Anglii. 



6. smażona pizza

  

Jak mówi mój Teść, "suma rzeczy jadalnych jest jadalna", więc obtoczenie kawałka pizzy w cieście, w jakim zwykle obtacza się rybę i wrzucenie go na gorący tłuszcz może nie jest najlepszym pomysłem, ale na pewno zjadliwym. Standardowo do tego dostajemy jeszcze furę frytek. 

Największy problem, jaki miałam z tym daniem, to zupełny brak smaku  - oprócz tego tłustego posmaku oczywiście. Na pewno miał tu znaczenie rodzaj pizzy - ta ze zdjęcia czekała w lodówce i wyglądała mniej więcej tak, jak dyskontowa mrożonka, choć samo miejsce zostało nam polecone przez "localsów" jako najlepsze na tego typu jedzenie (to Merchant Chippie w Glasgow). W barach z fast foodem raczej nie ma pieca i pizza po prostu nie jest najlepszej jakości. Po usmażeniu otrzymujemy kawałek drożdżowego ciasta w chrupiącej panierce. Idealny zapychacz. Wolę rybę. 



7. cranachan 


Ten tradycyjny, szkocki deser nie mógł się obejść bez whisky! Oprócz niej, w składzie znajduje się bita śmietana, miód i świeże maliny. Czasami na wierzchu można spotkać uprażone płatki owsiane - lub jak w moim przypadku, po prostu maślane ciasteczka. Dawniej jadano go sezonowo, w porze zbioru malin, ale teraz - jako, że mamy rozkwit globalizacji i nowoczesnych technik ogrodniczych, cranachan można spotkać w menu przez cały rok. Dobre! 

8. tablet


Coś jak krówka, ale się nie ciągnie i jest tak delikatne, że rozpływa się w ustach (a nie w dłoni.. wróć, to na pewno nie m&m'sy! ;-) Skład to mleko skondensowane, cukier i masło,  choć pierwszy przepis, pochodzący z XVIII wieku, podaje tylko cukier  i śmietankę. Cóż, podobno ta ostatnia bardziej się przypala podczas gotowania, stąd to mleko skondensowane, a w niektórych wersjach ... lukier..



9. shortbread
 

Kruche ciastka tylko z trzech składników: masła, cukru i mąki. Najczęściej sprzedawana wersja to ta w kształcie małych prostokątów, ale znajdziemy też je okrągłe czy w trójkątach. Najbardziej szkockie ze wszystkich ciastek, pierwszy drukowany przepis pochodzi z 1736 roku. Na zdjęciu powyżej absolutnie najlepsze shortbread'y, jakich spróbowaliśmy - a testy były prowadzone szeroko ;-) Kupione w miejscowości Fort William, o cudownie maślanym smaku. 



10. empire biscuits

 
... czyli taki trochę bardziej wyrafinowany shortbread - dwa kruche ciasteczka, sklejone dżemem, bogato lukrowane i z wisienką na wierzchu. Można je spotkać w cukierniach, jako całkiem duże ciacha, jak i pakowane w sklepach - tu już są zauważalnie mniejsze. Co ciekawe, kiedyś nazywały się zupełnie inaczej: "Linzer biscuit" - od nazwy miasta Linz (Austria) lub "Deutsch Biscuit - niemieckie ciastko". Pod obecną nazwą znane są od I wojny światowej. 



11. pudding

  

Generalnie ten deser związany jest z całym UK, ale zamieszczam go, ponieważ był chyba w każdym szkockim menu, jakie mieliśmy okazję oglądać. W dużym uproszczeniu to nasączane syropem lub zalane sosem (lub czasami obie wersje na raz) ciepłe ciasto (lub pieczywo), dodatkowo serwowane z lodami lub śmietanką. Absolutnie słodkie i koniecznie do spróbowania ;-) Najbardziej szkockim puddingiem jest chyba  "clootie dumpling"  - z suszonymi owocami, tradycyjnie formowany w kawałku płótna - niestety nie udało nam się go znaleźć podczas naszego pobytu. Na zdjęciach, po lewej toffi ze śmietanką, a po prawej czekoladowy z lodami (aka: "death by chocolate" lub "killing me sweetly"). 



12. smażony mars



Mars smażony w głębokim tłuszczu jak nic potwierdza tezę, że Szkocji uwielbiają niezdrowe jedzenie, a jeszcze bardziej lubią to niezdrowe jedzenie usmażyć przed samym faktem konsumpcji. Zaczęło się przez przypadek, w 1995 roku od jednego usmażonego batonika dla dzieci z małego miasteczka niedaleko Aberdeen. Od tego czasu na całym świecie usmażono ich stanowczo za wiele  - zdaniem każdego dietetyka. 

Gdzie szukać tego "przysmaku"? W przybytkach z fast-foodem, głównie tam, gdzie sprzedają też rybę z frytkami. Marsy lub inne czekoladowe batony (np. Snickers) są trzymane w lodówce, wyjmowane dopiero przed smażeniem, by szybko obtoczyć je w cieście - tak, tym samym, w którym obtacza się rybę - i wrzucić na rozgrzany olej. Po minucie można już serwować klientowi roztopiony baton w chrupiącej panierce. Mi smakował, ale zjadłam tylko pół (słodkie, że hej!).  



* * *
A czego Twoim zdaniem powinnam spróbować następnym razem w Szkocji (bo, że będzie następny raz, to jest pewne! ;-))?

Zobacz także

5 komentarze

  1. Hehe, widzę że jadłaś więcej ciekawych szkockich dań niż ja ;) Nie jadłam pizzy smażonej na głębokim tłuszczu i pudełka ze wszystkim;)
    A co mogę zaproponować na następny raz... hmm może właśnie coś mniej fast foodowego, a bardziej lokalnego czyli ryby (łosoś, wędzony łupacz, wędzony śledź), owoce morza (małże, kraby, langustynki, ostrygi, homary), dziczyzna (jeleń, pardwa, kuropatwa, bażant), lokalne sery np. z Arran, Campbeltown. No to chyba tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O rety, ta smażona pizza wygląda po prostu nieapetycznie... smażonego Marsa widziałam tez w Australii, ale nie mam zamiaru jeść �� Za to uwielbiam shortbread ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmmm... zdrowo i niskokalorycznie :D Choć tego smażonego Marsa to bym skosztowała :P No i jeszcze moja słabość do sera i makaronu chętnie przyjęłaby to mac and cheese... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Munchies box to jakiś total 😆. a shortbread jest niezawodny zawsze i wszędzie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodkości przekonują mnie bardziej niż normalne dania :D Szkoda, że typowo brytyjskie (szkodzkie) jedzenie jest takie tłuste :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo mi miło, że poświęcasz swój czas na komentowanie mojego pisania ;-) dzięki! ;-)

(*)

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa - przed skopiowaniem musisz zapytać o zgodę (+ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Należę do

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Top Blogi

Popularne posty