Targ Centralny w Rydze (Centraltirgus) - co zjeść i co kupić? [DUŻO ZDJĘĆ]

środa, listopada 15, 2017


Codziennie przez pięć wielkich pawilonów i niezliczoną ilość małych stoisk poza nimi przewija się ponad 80 tysięcy ludzi. Targują się o cenę pietruszki, wybierają kiszony czosnek, parzą palce o gorący chleb uzbecki, wpadają przekąsić śledzia lub odgrzane naprędce smażone pierogi. Od rana do późnego popołudnia Targ Centralny w Rydze tętni życiem. 

To jeden z najstarszych targów w Europie i na dodatek jeden z największych - na oficjalnej stronie czytamy, że cała powierzchnia odpowiada 14 boiskom do piłki nożnej: jest gdzie handlować!  Po raz pierwszy swoje podwoje otworzył w 1930 roku, choć idea dużego targu przewijała się podczas miejskich debat już wcześniej. Od pierwszych chwil zachwycał architekturą i nowoczesnymi rozwiązaniami - nietypowymi na ten okres czasu, jak na przykład centralne ogrzewanie czy całkowita elektryfikacja.  




Po I wojnie światowej zintensyfikowano starania, wyznaczając na miejsce targu niedaleko centrum miasta. Do budowy użyto .. pozostałości hangarów na olbrzymie sterowce - statki powietrze, wykorzystywane przez Niemców w trakcie wojny. Czasami od nazwiska twórcy pierwszych sterowców o konstrukcji szkieletowej zwane były zeppelinami, stąd czasami targ określany jest nazwą "hale zeppelinów", szczególnie w angielskich tłumaczeniach.




Dwa wielkie hangary rozebrano i przetransportowano koleją z Vainode, miejscowości niedaleko granicy z Litwą, do stolicy Łotwy. Właśnie z nich (a właściwie z ich dachów) powstało pięć charakterystycznych hal, wznoszących się niedaleko dworca kolejowego, tuż za mostem na kanale Pilsetas. Już w latach 80-tych w uznaniu ich neoklasycznej architektury i znaczenia dla miasta otrzymały status miejsca dziedzictwa kulturowego. W 1998 roku wraz ze starym miastem Rygi zostały włączone na listę światowego dziedzictwa UNESCO.




Podczas zwiedzania Rygi mijaliśmy hale targowe parokrotnie z oddali, aż w końcu wygospodarowaliśmy parę godzin z samego rana. Łącząc przyjemne z pożytecznym postanowiliśmy zjeść tam śniadanie. Lepszej decyzji nie mogliśmy podjąć :) 

Na targ szliśmy od strony dzielnicy Moskiewskie Przedmieście - kiedyś cieszącej się złą sławą, dziś otwiera się tutaj coraz więcej hosteli.   Dzięki temu od razu znaleźliśmy się na części ze straganami na świeżym powietrzu.




A na nich wszystko: od warzyw, egzotycznych i rodzimych owoców przez rękodzieło i wyroby z bursztynu. Przy straganach sporo ludzi, widać, że naprawdę wielu robi się tutaj codzienne zakupy (w przeciwieństwie np. do trochę hipsterskiego Borough Market). Ponieważ był to początek września, spotkaliśmy też sporo osób oferujących świeżo zebrane leśne grzyby.





Chwilę krążyliśmy między straganami, aż przyszedł czas by wejść do tych wielkich, posterowcowych (nie wiem czy nie tworzę tu całkiem nowego słowa! ;-) budynków. Każdy z pięciu pawilonów poświęcony był osobnej kategorii spożywczej: mamy zatem halę mięsa, nabiału, gastronomii (zamknięta w trakcie naszej wizyty), warzyw i ryb.

Zaczęliśmy od największego, który został postawiony jakby naprzeciw pozostałych czterech - od pawilonu mięsa! Jest tam chyba każdy jego rodzaj ;-)





Każdy pawilon jest podobnie zorganizowany - w środku mamy stragany z wytyczonymi alejkami. Poza halą mięsa, pawilony są połączone zakrytym przejściem, wchodząc do "nabiału", w ten sposób możemy dojść aż do usytuowanych na końcu "ryb".  Ciekawą rzeczą, ale niestety dostępną tylko w ramach zorganizowanych wycieczek (przynajmniej w czasie naszego pobytu) są podziemia. Wszystkie hale są połączone piwnicami, wykorzystywanymi również do składowania towarów przez hurtowników. 




W pawilonie z serami znajdziemy również sporo pieczywa. Kupując na wynos niektóre pączki lub pierożki możemy zostać zapytani, czy od razu ich nie podgrzać? Zakup ląduje wtedy w elektrycznym piecyku lub mikrofalówce - w ten sposób zdobyliśmy nasze pierwsze śniadaniowe danie, popite ichniejszym kefirem ze stoiska obok. Pasowało świetnie ;-) 




Na stoiskach z pieczywem króluje oczywiście rupjmaize / rudzu maize łotewski chleb żytni, z kminkiem. Stare łotewskie powiedzenie głosiło, że dopóki będzie na stole ten chleb, nikt nie będzie głodny. A żyto było bardzo pospolitym zbożem, znano go już przeszło 1000 lat temu na tych terenach, stąd i chleb należał do podstawy wyżywienia.




Rupjmaize spotkaliśmy jednak już wcześniej, ale za to znajdująca się trochę dalej, w jednej z przewiązek między pawilonami najprawdziwsza uzbecka piekarnia  była już odkryciem dnia! Muszę tu dodać, że kuchnia uzbecka jest bardzo popularna na Łotwie, w Rydze znajdziemy kilka dobrych, uzbeckich knajp na różną kieszeń.

Za przeszkolonymi szybami widać cały proces produkcji ze słynnymi piecami do wypieku uzbeckiego chleba. Z ciekawością obserwowałam, jak piekarze ostrożnie umieszczają gotowe ciasto chlebowe na ściankach pieca, a później na długich łopatkach je stamtąd ściągają. 




W głównej ofercie są przede wszystkim dwa rodzaje chleba: non (miękki, z charakterystycznym wgłębieniem na środku) i patir (bardziej płaski chleb listkowany). Kupiliśmy "na próbę" nadziewany serem non i tak nam posmakował, że wróciliśmy po więcej. Patir szczególnie mnie zachwycił - je się go odrywając po kawałku spiralnie skręconego ciasta. 


Uzbecka piekarnia na Targu Centralnym 

Nie mogliśmy sobie odmówić również pahlavy czyli słodkiego wypieku bardziej znanego nam jako baklava (bakława). Cienkie warstwy ciasta są przekładane znanym nadzieniem z orzechów, miodu i cynamonu, jedynie samo ciasto sprawiało wrażenie odrobinę bardziej twardego. Kawałki pahlavy nie lepiły też palców syropem cukrowym, którym czasami jest nasączana baklava.

Filię tej piekarni można znaleźć również koło mostu na kanale, przy wejściu na targ oraz w centrum miasta, np. w okolicach ulicy Aleksandra Caka. Świetna sprawa na przekąskę!




Targ Centralny to dobre miejsce na poszukiwanie tradycyjnego jedzenia. W jednej z lad chłodniczych upolowałam takie desery: kiselis czyli kisiel owocowy, ten akurat z wiśni oraz maizes zupa - deser z żytniego chleba, obywa podawane z bitą śmietaną. Jeśli chodzi o ten drugi, to będę szczera: to, czy będzie Wam smakować zależy tu wybitnie od jakości składników (np. czy jest dużo bakalii, czy nie jest zbyt rozcieńczony) i warto to jednak zamówić w restauracji.





W trakcie naszego pobytu jeden z pawilonów - gastronomiczny - był zamknięty (remont? pozostawiono przejście przez środek, ale resztę zasłonięto szczelnie panelami), a część jego stoisk rozlokowano w innych miejscach.  

Na przykład stoisko arcymiłego sprzedawcy produktów z Gruzji. Trochę przez sentyment do tego pięknego kraju zatrzymaliśmy się przy przyprawach ... i już było po nas. Zostaliśmy bardzo szybko "zagospodarowani" - M. otrzymał do wąchania przyprawę do mięsa, mi Pan Sprzedawca kazał rozetrzeć w palcach jakieś zioło, chwilę próbował zwrócić naszą uwagę na miody, pokazał churczchelę a potem płynnie przeszedł w kierunku degustacji chałwy. Chałwa przepyszna, zabraliśmy spory kawałek, a do tego najbardziej polecaną przez Pana Sprzedawcę przyprawę. O kosztach nie będę wspominać, bo nawet jeśli sporo przepłaciliśmy to potraktowaliśmy to jako rozrywkę i doświadczenie kulturowe samo w sobie ;-)


Szeroki wybór gruzińskich przypraw 

Najlepsza chałwa na targu!

W pawilonie warzyw i owoców było dość tłoczno, a każde stoisko wyglądało tak ładnie, że zastanawiam się ile czasu rano poświęcają właściciele na takie kunsztowne rozłożenie wszystkich produktów.  




Ale co tam świeże warzywa - stoiska z kiszonkami, to było to! U nas kiszenie i fermentacja (tzn. nie mam tu na myśli nieśmiertelnych ogórków i kapusty) znowu stają się modne. Już chyba w co drugiej knajpie podają kiszone rzodkiewki, a i organizatorzy warsztatów kulinarnych nie mogą obejść się bez tego tematu. Ale Łotysze kiszą wszystko. WSZYSTKO proszę Państwa. Czosnek, pomidory, ostre papryczki, grzyby, buraki, kalafiory - o kapuście nawet nie będę wspominać, bo widziałam tam chyba jej każdą ukiszoną odmianę.  Ogórki - oczywiście o różnym stopniu ukiszenia, małosolne też były. 




O ile przy kiszonkach długo nie mogłam otrząsnąć się z kulinarnych zachwytów, to pawilon rybny dosłownie zmiótł mnie z nóg. I jeśli miałabym do zwiedzania wybrać jeden pawilon z całego targu, to byłby to właśnie ten. Niezmiennie twierdzę, że u nas w Polsce traktujemy ryby z pewną rezerwą - niby wiemy, że warto byłoby jeść, ale sprowadzamy to do panierowanej mrożonki w piątek i śledzi na imieninach. Wszystkich podchodzących z rezerwą do ryby namawiam na wizytę w tej hali :-)




Skromnie umieszczony na samym końcu oferuje ryby świeże, solone, suszone, przetwory rybne i kilka punktów gastronomicznych. Największy ruch jest tu podobno wcześnie rano. Jedną z ryb, z które szczególnie są tu cenione, jest węgorz.






W ladach przechowywane były też różne konserwy rybne - w tym puszki z kawiorem.




Oprócz ryb typowych dla Morza Bałtyckiego i okolicznych rzek i jezior, sporo jest egzotyki. To tu zaopatrują się podobno najlepsze knajpy w Rydze.




Oprócz pakowanych przekąsek i puszek, ciężko kupić tu coś "na wynos do kraju", więc postanowiliśmy przynajmniej zjeść co nie co. Trochę z przypadku, podsłuchując komentarze dwóch Rosjanek na temat zamówionego jedzenia, trafiliśmy do tego miejsca:




Sprzedawano tu rybne przekąski - carpaccio z łososia, śledzie na kilka sposobów, sałatki, tortille, krokieciki - na wynos lub na miejscu. Zamówiłam na początek śledzia na żytnim chlebie i prawdopodobnie był to najlepszy śledź, jaki w życiu jadłam - zwarty, świeży, idealnie słony, na chrupiącym chlebie. 




Warto odwiedzić to stoisko i przekonać się, że ryba świetnie smakuje o każdej porze dnia i tygodnia.




Wracaliśmy z powrotem wcale się nie spiesząc - być może po prostu nie mogliśmy się za szybko ruszać po tym wielkim śniadaniowym obżarstwie. Polecam taką wizytę!


* * * 
Centraltirgus, ul. Negyu, Ryga (Łotwa)
otwarty codziennie od 8:00 do 18:00 (małe wyjątki: np. pawilon mięsny od 7:00)
wstęp nie wiąże się z żadnymi opłatami
czas potrzeby na zwiedzanie jest wprost proporcjonalny do zainteresowania jedzeniem minus zasobność portfela ;-) 

Zobacz także

11 komentarze

  1. Uwielbiam takie miejsca :) lubię patrzeć na te wszystkie rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również :) wszystko mnie ciekawi :)

      Usuń
  2. takie targi to świetna sprawa! Miesiąc temu byłem na bazarze w Skopje, tam było w zasadzie wszystko - aż musiałem się powstrzymywać przed kupowaniem kolejnego jedzenia. No ale jak tu się nie powstrzymać, jak np. 2 kg pysznych, południowych pomarańczy za 3 zł? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szymon, toż te pomarańcze pół darmo :) nie dziwię się :)

      Usuń
  3. Kocham targowiska!!! Jestem ich tak wielką fanką, że gdziekolwiek pojadę, szukam takich miejsc:) Najfajniejszy jak do tej pory uważam w Kadyksie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również, witaj w klubie :) Kadyks muszę zatem kiedyś koniecznie odwiedzić :) Masz jakiś opis na blogu?

      Usuń
  4. Uwielbiam takie miejsca. Straciłabym tam fortunę i przybyło by mi jakieś 5 kg :)

    Pozdrawiam
    https://olazplecakiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ;) i jeszcze na wynos trzeba coś zabrać :)

      Usuń
  5. ależ żałuję, że będąc w Rydze i przejeżdżając obok tych hal, nie wstąpiłam do nich... no, ale to było w czasach, kiedy jedzenie nie było tak ważnym elementem mojego życia jak teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam targi, mogłabym tam chodzić i oglądać :) przy takim rozmiarze to cały dzień pewnie bym tam spędziła!

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdziekolwiek podróżuję, to targ jest obowiązkowym punktem w rozkładzie dnia :)

    OdpowiedzUsuń

(*)

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa - przed skopiowaniem musisz zapytać o zgodę (+ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Należę do

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Top Blogi

Popularne posty