Dzisiaj na blogu mała niespodzianka - moja żona Aga zaprosiła mnie na występy gościnne. Muszę przyznać, że rzadko coś przyrządzam w kuchni - doskonale odpowiada mi rola głównego dyrektora ds. jakości :) . Ale ostatnio były tęgie mrozy i trochę więcej czasu spędzaliśmy w domu, więc i ja wziąłem się za gotowanie.
Może drobne wprowadzenie. Kilka lat temu byłem w Gruzji na czymś w rodzaju letniej wymiany studenckiej, organizowanej przez AEGEE. Nazywało się to Summer University (w skrócie SU), uczestniczyli w tym ludzie z różnych krajów (studenci i nie tylko). AEGEE organizuje co roku chyba ponad sto różnych Summer University, ja złożyłem aplikację akurat do Gruzji, bo liczyłem na egzotykę i niezapomniane przeżycia. Nie rozczarowałem się. Gruzja jest niesamowicie ciekawym krajem, zamieszkanym przez ciepłych i sympatycznych ludzi. Poniżej wrzuciłem kilka zdjęć:
Może drobne wprowadzenie. Kilka lat temu byłem w Gruzji na czymś w rodzaju letniej wymiany studenckiej, organizowanej przez AEGEE. Nazywało się to Summer University (w skrócie SU), uczestniczyli w tym ludzie z różnych krajów (studenci i nie tylko). AEGEE organizuje co roku chyba ponad sto różnych Summer University, ja złożyłem aplikację akurat do Gruzji, bo liczyłem na egzotykę i niezapomniane przeżycia. Nie rozczarowałem się. Gruzja jest niesamowicie ciekawym krajem, zamieszkanym przez ciepłych i sympatycznych ludzi. Poniżej wrzuciłem kilka zdjęć:
Forteca Ananuri (60km na północ od Tbilisi).
Góra Kazbek (do której wg mitu przykuty był Prometeusz)
To deser o uroczym przezwisku "zakalec". Jakby popatrzeć na składniki, to pieczemy takie zmodyfikowane ciasto na naleśniki - z dodatkiem stopionego masła, skórki z cytryny i wanilii - dlatego konsystencja po upieczeniu może Wam trochę przypominać zakalec - ale bynajmniej zakalcem nie jest. Wspaniały tradycyjny francuski wypiek na rodzinny obiad czy podwieczorek - najlepszy jeszcze lekko ciepły, z kleksem bitej śmietany, jogurtu lub z lodami.
Clafoutis wywodzi się z francuskiego regionu Limousin, a sama nazwa pochodzi od clafotís, od czasownika clafir, co oznacza "wypełnić" (w domyśle: "ciasto z wiśniami").
Piekłam clafoutis z wiśniami, malinami, porzeczkami i z czereśniami. Każdy wychodził pyszny, ale najlepiej komponują się te kwaśniejsze owoce. W kolejce do dalszych testów czekają śliwki.
Uwielbiam desery w szklankach (na blogu też inny przykład). Nawet najprostsze kompozycje wyglądają w nich wyjątkowo :) Desery na bazie bitej śmietany lub serka można też łatwo od razu podzielić na porcje.
To deser, który nie nadaje się do dłuższego przechowywania w lodówce (maksymalnie 1 dzień - później warstwy nie trzymają się dobrze), zresztą nie ma obawy - szklanki będą znikać błyskawicznie ;)
Sezon na truskawki w pełni!
Składniki na około 6 porcji
500 gr truskawek, umytych i oszypułkowanych
250 ml śmietanki 30%
200 gr serka śmietankowego (dałam po połowie ricotty i serka typu bieluch)
około 5 łyżek cukru pudru (do smaku)
1 fix do bitej śmietany
1 biała czekolada
1 łyżka masła
2 łyżki pełnego mleka
przybranie: wiórki z kokosa, mięta lub melisa
Wykonanie
1. Odłożyć po 2-3 truskawki na szklankę. Resztę truskawek krótko zmiksować (lepiej by nie była to jednorodna masa).
2. Śmietankę krótko ubić, dodać fix wymieszany z cukrem pudrem i ubić do gęstej konsystencji. Wymieszać z serkiem (serkami) na gładką masę.
Podzielić masę na połowę - do jednej części dodać 1/3 truskawek i dobrze wymieszać.
3. Przygotować polewę: rozpuścić połamaną na drobne kawałki czekoladę, mleko i masło w kąpieli wodnej (jeden garnek na drugim, z małą ilością wody). Zestawić z ognia.
4. Ułożyć warstwy: najpierw 3 łyżki truskawek, potem 3 łyżki masy z serka, na koniec 3 łyżki serka z truskawkami. Na wierz rozłożyć pokrojone w cząstki truskawki.
5. Każdą szklankę polać stygnącą czekoladą, posypać wiórkami i przybrać miętą/melisą. Odstawić do lodówki na godzinę. Podawać schłodzone.
Gęsty sos czekoladowy, bakalie, biszkoptowe ciasto, krem waniliowy i bita śmietana - to właśnie węgierska somloi galushka. W cukierniach, które odwiedziliśmy w Budapeszcie prezentowana była zwykle w podłużnych, szklanych formach, zaraz obok tiramisu. Do podania używano łyżka do lodów - za jej pomocą na talerzy lądowały zgrabne, trójkolorowe kuleczki, polane polane czekoladą i ozdobione kleksem śmietany. Próbowaliśmy wersji zakupionej w sklepie - w lodówkach leżało przynajmniej 10 różnych pudełek z somloi galushka, ta którą wybraliśmy nie zachwyciła nas. By się przekonać, czy może być inaczej, był to pierwszy deser z "Hungarian Cookbook" (Karoly Gundel), jaki wypróbowałam. Uwaga, przepis z 1934 roku - od tej pory książka miała 45 edycji. Acha, nazwa deseru pochodzi od kształtu wykrawanego łyżką ciasta - "galushka" czyli knedle, kluski. Najlepszy jest na drugi dzień po przyrządzeniu.
Bakalie:
- 100 gr orzechów włoskich
- 80 gr rodzynek
- 7 łyżeczek rumu
- Sparz rodzynki wrzątkiem, a następnie namocz w rumie - zostaw na całą noc.
- Orzech rozgnieć na drewnianym wałkiem lub w moździerzu na drobne kawałki.
Ciasto:
- 8 dużych jajek
- 160 gr przesianej mąki
- 130 gr cukru
- 60 gr zmielonych orzechów włoskich
- 30 gr kakao, niesłodzonego
- Oddziel białka od żółtek, białka ubij na lekką pianę, powoli dodawaj cukier, do całkowitego wymieszania. Ostrożnie wmieszaj żółtka, a następnie powoli dodawaj mąkę - wymieszaj do połączenia składników i natychmiast odstaw mikser - postaraj się by masa nie opadła za bardzo przy dodawaniu ostatnich dwóch składników.
- Podziel ciasto na 3 części, do jednej dodaj i wymieszaj kakao, do drugiej orzechy, trzecia będzie bez dodatków.
- Upiecz każdą warstwę w temp. 170 C - mi zajęło to około 15 minut na każdą warstwę, użyłam blaszki 20x30.
Krem waniliowy
- 4 żółtka
- 20 gr mąki
- 20 gr mąki kukurydzianej/ziemniaczanej
- 100 gr cukru
- laska wanililii
- 0,5 l mleka pełnego
Syrop:
- 125 ml rumu
- skórka starta z 1 cytryny
- 3 łyżki wody
- 1 łyżka cukru pudru
Sos czekoladowy:
- 2 jajka
- 1 szklanka cukru pudru
- 100 gr masła
- 1 tabliczka gorzkiej czekolady 100 g, pokruszonej na kawałki
- 4-5 łyżek śmietanki 30 %
SKŁADANIE W CAŁOŚĆ
- 300 ml ubitej śmietanki 30% (z cukrem według upodobań)
- około 100 gr konfitury truskawkowej lub brzoskwiniowej
- Ciasto najlepiej układać w blaszce. Na spód połóż biszkopt. Nasącz 1/3 syropu, rozłóż 1/3 bakali i 1/3 kremu. Powtórz proces z kolejnym biszkoptem.
- Na trzecim, ostatnim biszkopcie, po skropieniu syropem nałóż konfiturę, a następnie bakalie i krem. Teraz możesz posypać całość kakao i odłożyć do lodówki na kilka godzin.
Przed podaniem możesz polać ciasto sosem czekoladowym i wykrawać za pomocą łyżki kulki, lub polać te kulki sosem dopiero na talerzu. Dodaj bitą śmietanę.
Pierwszy z nich - na tytułową Panna Cottę - robiłyśmy wspólnie na typową, włoską kolację dla całej rodziny. Oprócz przystawki z muli, dania głównego ze świeżych ryb, dobranych warzywnych dodatków, regionalnego wina, nie mogło przecież zabraknąć deseru! A sceneria wiejskiego tarasu z zachodzącym słońcem nad regionem Marche tylko podkreślała nasze szczęście :)
Mama Eugenia zdobyła ten przepis w trakcie kursu kulinarnego, u jednego z znanych na tamten region kucharzy. Kurs zdradzał jego sztuczki kucharskie na popularne dania w restauracji. I jak mówiła kursantka, doskonale zgadzał się z włoską filozofią, że jedzenie ma być pyszne i nie nastręczać za dużo kłopotów w przygotowywaniu! Tą Panna Cottę robi się błyskawicznie!
Anna, grazie mille per la ricetta!
Składniki:
- 0,5 l zimnego mleka
- 50 gr skrobi kukurydzianej/mazeiny (niestety ziemniaczana się nie daje - zbyt intensywna w smaku)
- 80 gr cukru
- skórka otarta z 1 pomarańczy i 1 cytryny
- opcjonalnie: wanilia
Wykonanie:
Dokładnie wymieszać mleko ze skrobią i cukrem (opcjonalnie: z wanilią), dodać skórkę z pomarańczy i cytryny (powinna być otarta tylko ta "kolorowa" część na zapach i smak, biała jest gorzka). Podgrzać, mieszając, do zawrzenia - natychmiast po tym zestawić z ognia i ostudzić. Rozlać do małych foremek - dobrze sprawdzają się silikonowe foremki np. na babeczki. Wstawić do lodówki co najmniej na 4 godziny do zastygnięcia.
Podawać z drobno siekaną sałatką owocową, konfiturami, różnego rodzaju sosami owocowymi. Wtedy jedliśmy ją z drobno posiekanymi nektarynkami i brzoskwiniami, które zostały wcześniej posypane cukrem.
Już po powrocie, w domu podałam z kremowym sosem pomarańczowym, który był absolutnym dziełem przypadku, bardzo udanym zresztą:
- 2 pomarańcze, obrane bez białych skórek
- 2 łyżki masła
- 3 łyżki cukru pudru (lub mniej jeśli nie lubicie słodkich sosów)
- 200 ml śmietanki 30%
- 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej
- łyżeczka cynamonu
***
I jeszcze pocztówki z przepięknej plaży w Marche na koniec, naprawdę warto tam pojechać zanim region stanie się tak turystyczny, jak Toskania...
La Marche - Monte Conero
La Marche - Monte Conero
Właściwie to te wafle są najlepsze na wiele okazji, a już zwłaszcza wtedy, gdy nie mamy piekarnika (albo gdy mamy, ale grozi wybuchem lub służy głównie do suszenia butów), a chcemy zrobić coś słodkiego. Co wielokrotnie było moim udziałem podczas studiów - ach, te krakowskie, wynajmowane mieszkanka :))
Przepis dostałam od Mamy :) i mimo, że jest tak prosty, nigdy nie zdołałam go zapamiętać dłużej niż na jedno popołudnie. Dziwnym trafem do niedawana (tzn. do tego wpisu) nie miałam go zapisanego, zawsze przed wykonaniem był telefon... Ostatnia edycja wafli była przygotowywana na majówkę w Bieszczadach - urozmaicenie dla czekolady i suszonych owoców. Sprawdziła się cudownie z poranną kawą z blaszanych kubeczków. Po wieczornym grillu również :)
Potrzebujemy andrut, paczkę kwadratową lub okrągłą.
Dodajemy kakao, podgrzewamy całość przez 5 min, od czasu do czasu mieszając.
Do masy wrzucamy pokrojone na kawałki masło, mieszamy do połączenia składników i dalej podgrzewamy sporadycznie mieszając przez 12 min. (W między czasie powinna się pojawić biała piana na masie - to normalne:)
Studzimy 5 min, gorącą masę rozsmarowujemy na andrutach. Całość obciążamy np. drewnianą deską i odstawiamy na parę godzin do lodówki. Kroimy :)
***
A tego roku w Bieszczadach...
Przepis dostałam od Mamy :) i mimo, że jest tak prosty, nigdy nie zdołałam go zapamiętać dłużej niż na jedno popołudnie. Dziwnym trafem do niedawana (tzn. do tego wpisu) nie miałam go zapisanego, zawsze przed wykonaniem był telefon... Ostatnia edycja wafli była przygotowywana na majówkę w Bieszczadach - urozmaicenie dla czekolady i suszonych owoców. Sprawdziła się cudownie z poranną kawą z blaszanych kubeczków. Po wieczornym grillu również :)
Potrzebujemy andrut, paczkę kwadratową lub okrągłą.
Kakaowa masa do wafli:
- 2 jajka
- 1 szklanka cukru
- 1 kostka masła
- 2 spore łyżki kakao
Dodajemy kakao, podgrzewamy całość przez 5 min, od czasu do czasu mieszając.
Do masy wrzucamy pokrojone na kawałki masło, mieszamy do połączenia składników i dalej podgrzewamy sporadycznie mieszając przez 12 min. (W między czasie powinna się pojawić biała piana na masie - to normalne:)
Studzimy 5 min, gorącą masę rozsmarowujemy na andrutach. Całość obciążamy np. drewnianą deską i odstawiamy na parę godzin do lodówki. Kroimy :)
***
A tego roku w Bieszczadach...
Z pięknej Dalmacji przywiozłam nie tylko radosne wspomnienia, ale (swoim zwyczajem) również książkę kucharską o chorwackiej kuchni. Książka jest po niemiecku - w nadmorskiej miejscowości z angielskojęzycznych udało nam się tylko kupić gazetę. Byłam trochę zdziwiona, że nawet właściciel apartamentu zdecydowanie lepiej rozmawiał z nami po niemiecku niż po angielsku. Nic dziwnego - Chorwacja od dawna jest jednym z ulubionych kierunków letniego wypoczynku Niemców. A szczególnie w sierpniu :)

Strukli, czyli zawijane ciasto z serową masą na słodko lub słono, w Dalmacji spotykaliśmy głównie pieczone. Często sprzedawano je na plaży: zwykle pan sprzedający takie plażowe specjały miał w jednej ręce przenośną lodówkę (?) z "kukurydz" (kukurydzą na gorąco) - a w drugiej wiklinowy koszyczek, gdzie pod białą serwetką ukrywały się właśnie strukli. Była również nie-tradycyjna odmiana z wiśniami.
W rejonie Zagrzebia częściej spotyka się strukli gotowane (kuhani štrukli). Czyli przygotowane ciasto nie wkładamy do piekarnika, a do garnka z wrzącą wodą. Po chwili gotowania, przekłada się je do żaroodpornego naczynia, polewa mieszanką jajka ze śmietaną i wkłada do piekarnika. Warto spróbować w obu wersjach, ale ja ze swojej niemieckiej książki kucharskiej podaję wersję pečeni štrukli :)

Składniki na ciasto:
300 gr mąki
250 gr masła
50 gr cukru
szczypta soli
2 łyżki oleju
1 łyżka bitej śmietany (śmietanki 30%)
200 ml jogurtu (użyłam bałkańskiego)
100 ml mleka (użyłam pełnotłustego)
Składniki na nadzienie:
500 gr mielonego sera
100 ml śmietany
2 jajka
100 gr cukru
oraz dodatkowo 2 żółtka do posmarowania gotowego do pieczenia ciasta
Wykonanie:
Mąkę przesiać na stolnicy, masło położyć na jej środku, posiekać długim nożem na drobne kawałki. Wszystkie składniki mokre na ciasto razem wymieszać. W środku mączno-maślanej mieszanki zrobić wgłębienie, wlać mieszankę mokrą, posypać cukrem i odrobiną soli, zagnieść aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Bardzo cienko rozwałkować na całej stolnicy.
Następnie przygotować nadzienie czyli w dużej misce wymieszać wszystkie składniki.
Na całej powierzchni ciasta rozłożyć masę. Ostrożnie zrolować w jedną dużą roladę. Pokroić
w 5-cm kawałki. Każdy posmarować rozkłóconymi zółtkami.
Piec około 30 minut w temp. 180 C, na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia, w równych odstępach od siebie. Po upieczeniu można posypać cukrem pudrem.
****
Przepis oraz dokładne wykonanie strukli w wersji gotowanej znajdziecie tutaj:
http://www.zecook.com/recipeDetails.php?id=1811
A na koniec bonusowa, chorwacka, struklowa zaśpiewka :-)
Mamaica su štrukle pekli
meni nisu nikaj rekli
štrukli su se pregoreli
mamica su plakat šteli
***
przepis pochodzi z "Kroatische Kuchen", Marjan Tisak
Strukli, czyli zawijane ciasto z serową masą na słodko lub słono, w Dalmacji spotykaliśmy głównie pieczone. Często sprzedawano je na plaży: zwykle pan sprzedający takie plażowe specjały miał w jednej ręce przenośną lodówkę (?) z "kukurydz" (kukurydzą na gorąco) - a w drugiej wiklinowy koszyczek, gdzie pod białą serwetką ukrywały się właśnie strukli. Była również nie-tradycyjna odmiana z wiśniami.
W rejonie Zagrzebia częściej spotyka się strukli gotowane (kuhani štrukli). Czyli przygotowane ciasto nie wkładamy do piekarnika, a do garnka z wrzącą wodą. Po chwili gotowania, przekłada się je do żaroodpornego naczynia, polewa mieszanką jajka ze śmietaną i wkłada do piekarnika. Warto spróbować w obu wersjach, ale ja ze swojej niemieckiej książki kucharskiej podaję wersję pečeni štrukli :)
Składniki na ciasto:
300 gr mąki
250 gr masła
50 gr cukru
szczypta soli
2 łyżki oleju
1 łyżka bitej śmietany (śmietanki 30%)
200 ml jogurtu (użyłam bałkańskiego)
100 ml mleka (użyłam pełnotłustego)
Składniki na nadzienie:
500 gr mielonego sera
100 ml śmietany
2 jajka
100 gr cukru
oraz dodatkowo 2 żółtka do posmarowania gotowego do pieczenia ciasta
Wykonanie:
Mąkę przesiać na stolnicy, masło położyć na jej środku, posiekać długim nożem na drobne kawałki. Wszystkie składniki mokre na ciasto razem wymieszać. W środku mączno-maślanej mieszanki zrobić wgłębienie, wlać mieszankę mokrą, posypać cukrem i odrobiną soli, zagnieść aż wszystkie składniki dobrze się połączą. Bardzo cienko rozwałkować na całej stolnicy.
Następnie przygotować nadzienie czyli w dużej misce wymieszać wszystkie składniki.
Na całej powierzchni ciasta rozłożyć masę. Ostrożnie zrolować w jedną dużą roladę. Pokroić
w 5-cm kawałki. Każdy posmarować rozkłóconymi zółtkami.
Piec około 30 minut w temp. 180 C, na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia, w równych odstępach od siebie. Po upieczeniu można posypać cukrem pudrem.
****
Przepis oraz dokładne wykonanie strukli w wersji gotowanej znajdziecie tutaj:
http://www.zecook.com/recipeDetails.php?id=1811
A na koniec bonusowa, chorwacka, struklowa zaśpiewka :-)
Mamaica su štrukle pekli
meni nisu nikaj rekli
štrukli su se pregoreli
mamica su plakat šteli
***
przepis pochodzi z "Kroatische Kuchen", Marjan Tisak

Prawda, że nazwa "tiramisu" jest równie wdzięczna jak jego smak? Dawno temu zapytałam znajomego Włocha, co oznacza to słowo. Rozmowa toczyła się wcześniej na stojąco, a on w odpowiedzi na to pytanie usiadł na pobliskim krześle, po czym podał mi ręce mówiąc "Zieh mich hoch" (po niemiecku: "podnieś mnie, pomóż mi wstać"). Śmiejąc się dodał że przecież prosząc o pomoc we wstaniu z krzesła mógł równie dobrze powiedzieć "tiramisu"!







